Bezradny Effector, trzy punkty Politechniki

Siatkarze AZS Politechniki Warszawskiej zrehabilitowali się za porażkę z MKS-em Będzin. W dziewiętnastej kolejce PlusLigi Inżynierowie w Arenie Ursynów 3-0 pokonali Effectora Kielce. Obu drużynom bardzo zależało na zwycięstwie. Siatkarze Politechniki chcieli wypaść zdecydowanie lepiej niż w rozegranym tydzień wcześniej meczu z MKS-em Będzin, a graczom z Kielc bardzo potrzebne są punkty. Od samego początku więc walka na boisku była zażarta. Na pierwszej przerwie technicznej - po kontrze Sławomira Jungiewicza - 8:6 prowadzili goście. Na drugiej już jednak - dzięki bardzo skutecznej grze Michała Filipa - minimalną przewagę mieli Inżynierowie; 16:15. Po powrocie na boisko Filip zatrzymał na siatce Jungiewicza, a Jakub Kowalczyk zablokował Igora Vitiuka. W efekcie stołeczni siatkarze prowadzili 19:16 i zmierzali po wygraną w pierwszej partii. Już parę chwil później po ataku Filipa mieli piłkę setową; 24:22. Nie wykorzystali jej, a w następnej akcji nie potrafili przebić się przez blok rywali. Na tablicy wyników widniał zatem remis 24:24. Trener Jakub Bednaruk poprosił o przerwę i udzielił swoim podopiecznym kilku rad. Okazały się one bardzo cenne, gdyż po wznowieniu gry udanym atakiem popisał się Krzysztof Wierzbowski, a Michał Filip znów zablokował Sławomira Jungiewicza. Kielczanie postanowili jednak sprawdzić ostatnią akcję. Dobrze zrobili, sędzia po wideoweryfikacji uznał bowiem, że warszawski blokujący dotknął siatki; 25:25. Inżynierowie raz jeszcze spróbowali postawić kropkę nad i. Udało się. Najpierw na środku bezbłędny był Jakub Kowalczyk, a następnie Wierzbowski wykorzystał kontrę. AZS Politechnika Warszawska wygrała więc 27:25 i objęła prowadzenie w meczu. W drugim secie siatkarze Politechniki błyskawicznie objęli prowadzenie. Po kontrze Krzysztofa Wierzbowskiego mieli trzy punkty przewagi; 3:0. Trener Dariusz Daszkiewicz od razu wykorzystał przerwę na żądanie, która przyniosła rezultaty. Po powrocie na parkiet jego gracze poprawili swoją skuteczność, doprowadzili do remisu, a następnie - po pojedynczym bloku Sławomira Jungiewicza na Krzysztofie Wierzbowskim - przejęli inicjatywę. Jakub Bednaruk zdecydował się dokonać zmiany: Wierzbowskiego zastąpił Łukasz Łapszyński.  Młody przyjmujący dobrze wprowadził się do gry. To właśnie po jego ataku na pierwszej przerwie technicznej Politechnika prowadziła 8:7. Trzy minuty później przewaga stołecznych była już znacznie większa. Dzięki punktowej zagrywce Jakuba Kowalczyka i bloku Guillaume'a Samiki na Jungiewiczu tablica wyników pokazywała 13:9. Kielczanie nie poddali się. Wręcz przeciwnie: zrewanżowali się gospodarzom trzema blokami z rzędu i znów doprowadzili do wyrównania; 13:13. Podenerwowany takim stanem rzeczy Michał Filip w końcu przełamał ręce rywali i sprowadził zespoły na drugą przerwę techniczną; 16:14. Później jednak to zawodnicy Effectora przeważali. Wszystko za sprawą świetnej gry ich kapitana - Sławomira Jungiewicza, który najpierw popisał się asem serwisowym, a następnie wykorzystał kontrę; 20:18 dla kielczan. Natychmiast odpowiedział Filip. Po kontrataku atakującego Inżynierów na tablicy znów widniał remis; 21:21. W następnej akcji błysnął Bartłomiej Lemański. Najwyższy polski siatkarz zaprezentował kapitalny blok. Piłka po odbiciu od rąk mierzącego 217 cm środkowego spadła na boisko pod nogi atakującego Jungiewicza i... wyeliminowała lidera Effectora z gry. Okazało się bowiem, że kapitan kielczan skręcił nogę w stawie skokowym. Lemański poszedł za ciosem i dwa razy z rzędu zablokował Igora Vitiuka; 24:22. Seta zaś zakończył Guillaume Samica, który swoją zagrywką trafił w linię dziewiątego metra po stronie rywali. AZS Politechnika Warszawska po tym zagraniu wygrała 25:22 i prowadziła w meczu 2-0. Dla siatkarzy Politechniki trzeci set był jedynie formalnością. W szeregach Effectora nie było bowiem już nikogo, kto byłby w stanie wziąć na swoje barki ciężar gry w ataku. Trener Dariusz Daszkiewicz nie miał wyjścia i desygnował na boisko dwóch rozgrywających: po przekątnej z Marcinem Komendą zagrał Michał Kędzierski. Pozbawieni siły ognia na prawym skrzydle kielczanie i tak dzielnie się bronili. Do stanu 11:11 walczyli punkt za punkt, ale później musieli uznać wyższość Michała Filipa i spółki. Inżynierowie przy stanie 15:13 wrzucili szósty bieg i nie dali się dogonić. Na siatce znowu błysnął Bartłomiej Lemański, a Jakub Kowalczyk zapisał na swoim koncie asa serwisowego. Kiedy zaś Michał Filip zablokował Igora Vitiuka, trener Daszkiewicz Ukraińca zastąpił Patrykiem Więckowskim. Nominalny atakujący ekipy z Kielc od razu po wejście na boisko nie poradził sobie z przyjęciem zagrywki Guillaume'a Samiki, a w następnej akcji dostał siatkarską czapę od Michała Filipa. Efekt? 24:15 na tablicy wyników. Dzieła już w pierwszej próbie dokończył Samica. Zaserwował niemal identycznie jak w końcówce drugiej partii. Trafił w linię dziewiątego metra po stronie rywali i dał AZS Politechnice zwycięstwo 25:15. Inżynierowie dopisali więc do swojego ligowego dorobku trzy cenne punkty. Najlepszym zawodnikiem meczu uznany został Michał Filip. AZS Politechnika Warszawska – Effector Kielce 3-0 (27:25, 25:22, 25:15) Skład Politechniki: Paweł Zagumny, Michał Filip, Guillaume Samica, Krzysztof Wierzbowski, Bartłomiej Lemański, Jakub Kowalczyk, Maciej Olenderek (libero) oraz Łukasz Łapszyński; Skład Effectora: Marcin Komenda, Sławomir Jungiewicz, Sławomir Stolc, Igor Vitiuk, Jędrzej Maćkowiak, Andreas Takvam, Damian Sobczak (libero) oraz Szymon Biniek (libero), Michał Kędzierski, Patryk Więckowski, Andrzej Orobko.   Fot. Tomasz Adamaszek, www.azspw.com