ONICO JW Construction MB Motors PLUS ONICO Dworzec Online ONICO Damons Sportowa Warszawa Global Express Robico iTaxi Tramwaje Warszawskie
ONICO ONICO ONICO MB Motors PLUS PLUS Port Praski FIVB Global Express Robico iTaxi Tramwaje Warszawskie Polonus Damons

Michał Filip: Chcę pójść śladem Kubiaka


Michał Filip sezon 2014/2015 PlusLigi rozpoczął z wysokiego C. Choć ma dopiero 20 lat i nie występuje na swojej nominalnej pozycji, już jest jednym z filarów, na których oparta jest gra AZS Politechniki Warszawskiej.

Młody skrzydłowy udzielił nam wywiadu, podczas którego poruszył wiele ciekawych wątków. Opowiedział m.in. o swoim idolu, o swoim pseudonimie „Bicek” i charakterystycznych jaskrawozielonych skarpetkach, w jakich pojawia się na boisku. Zachęcamy do lektury.

O Młodej Lidze, w której w sezonie 2013/2014 z Asseco Resovią Rzeszów wywalczył tytuł wicemistrza i został uznany najlepszym przyjmującym rozgrywek (wyróżnienie takie otrzymał także Aleksander Śliwka).


Z perspektywy czasu do Młodej Ligi podchodzę z dystansem. O ile sam pomysł rozgrywek jest dobry, to stosunek do niego niektórych klubów na siatkarskiej mapie Polski oceniam bardzo źle. Były zespoły, w których grała zdecydowana większość kadetów, podczas gdy liga miała być przeznaczona w głównej mierze dla juniorów. Dlatego kiedy przykładowo mieliśmy mecz wyjazdowy na drugim końcu Polski, do którego desygnowano samych kadetów, to chyba mijało się z celem.
Z drugiej strony jednak doceniam ideę Młodej Ligi jako formy promocji młodych, zdolnych zawodników, którzy rozgrywając swoje mecze w miastach, gdzie występują seniorzy, mają okazję do pokazania siebie. Mnie udało się wykorzystać swoją szansę, dlatego jak widać są dwie strony medalu.
O grze w Asseco Resovii oraz w kadrze B.

W obu przypadkach było to dla mnie zarówno bardzo duże wyróżnienie, jak i spory bagaż doświadczeń. Treningi z chłopakami z pierwszej drużyny Asseco Resovii to poniekąd spełnienie moich marzeń, odkąd na poważnie zajmuję się siatkówką. Na początku, przychodząc na zajęcia bardzo się stresowałem - wtedy był to dla mnie bardzo duży przeskok i wysoko postawiona poprzeczka. Takie przetarcie jednak wyszło mi na plus, ponieważ jak przyszedłem do Politechniki, był już tylko mały stresik, ale i ten szybko minął. Dostając powołanie do narodowej kadry B słyszałam nieprzychylne głosy, że znalazłem się tam tylko dlatego, że jej szkoleniowcem był jednocześnie trener Asseco Resovii, Andrzej Kowal. W związku z tymi zarzutami, starałem udowodnić, że powodami, dlaczego akurat ja znalazłem się w gronie tych wyróżnionych chłopaków, są moja ciężka praca oraz umiejętności. Mam nadzieję, że udało się.
O ofertach przed sezonem 2014/2015.

Po zakończeniu rozgrywek 2013/2014, dostałem kilka ofert - były propozycje z klubów pierwszoligowych, w grę wchodziły też zespoły ekstraklasy, jednak w Olsztynie się nie udało, a w Będzinie wyszły niezgodności z trenerem i tam też temat ucichł. Natomiast miałem również oferty zza granicy - kiedy przebywałem na zgrupowaniu kadry, mój manager wysyłał mi propozycje, które wspólnie analizowaliśmy. I właściwie ja już byłem spakowany. Miałem lecieć do Francji, do Narbonne. Praktycznie wszystko było już załatwione, oprócz podpisów. Wtedy pojawiła się propozycja z Politechniki. Nie wahałem się długo - moim marzeniem była gra w PlusLidze, dlatego szybko zrezygnowałem z wyjazdu i zdecydowałem się na grę w Warszawie. Myślę, że chociaż opcja grania w stołecznym AZS-ie była ostatnią, dla mnie okazała się najlepszą.
O zmianie pozycji z przyjmującego na atakującego.

Ze względu na kontuzję Pawła Mikołajczaka, która przytrafiła mu się w trakcie przygotowań do sezonu, zostałem przestawiony z przyjęcia na atak. Muszę przyznać, że na początku miałem obawy co do tej decyzji, jednak dotychczas jak widać ta zmiana wychodzi mi na dobre, jest nawet lepiej niż się tego spodziewałem. W ofensywie czuję się naprawdę dobrze. Świadczy o tym chociażby to, że zaczynam poważnie myśleć o pozostaniu na pozycji atakującego w dalszej perspektywie czasu. Na razie czekamy jednak na powrót Pawła do gry i wtedy zobaczymy, co dalej.
O statystykach i nagrodach indywidualnych.

Szczerze mówiąc, na statystyki zerkam tylko dzięki mojej mamie, która zawsze wysyła mi szczegółowe dane dotyczące mojej gry. Jestem świadomy, jak to teraz wygląda (po czterech kolejkach Michał jest liderem klasyfikacji najlepiej punktujących i atakujących oraz tuż za podium najlepiej zagrywających -przyp. red.), jednak nie skupiam się na cyferkach. Fakt ten bardzo cieszy i zarazem motywuje do dalszej pracy, ale w ostatecznym rozrachunku liczy się tylko końcowy efekt naszego wspólnego zaangażowania. Już po spotkaniu mogę spojrzeć na statystyki z zimną głową, ale nie przywiązuję do tego dużej wagi. To samo tyczy się nagród indywidualnych oraz pochwał - wszystko zawsze jest miłym wyróżnieniem za trud wkładany w przygotowania, jednak mam do tego dystans. Aby udowodnić, że jest się naprawdę dobrym, trzeba trzymać odpowiedni poziom na dłuższym dystansie. A żeby tak właśnie było, muszę cały czas ciężko pracować, krok po kroku dążyć do tego, aby być lepszym.
O swoim siatkarskim idolu

Jest nim Michał Kubiak. Podziwiam go ze względu na charakter, boiskowe zachowanie oraz pełne zaangażowanie w to, co robi. To mi imponuje. I chociaż nigdy się na nim świadomie nie wzorowałem, wydaje mi się, że jesteśmy podobni pod względem temperamentu, podobnie jak on reaguję na różne akcje podczas meczu. Niedawno dowiedziałem się, że Michał Kubiak przychodząc do Politechniki
w roku 2010, miał bardzo udany początek sezonu. Jak toczy się teraz jego kariera - wszyscy wiemy. Dostrzeżenie takiego podobieństwa jest miłe, aczkolwiek ono nic nie znaczy. Ja skupiam się na tym co jest tu i teraz, przygotowuję się do każdego meczu, aby wyniki zespołu były jak najlepsze. Krok po kroku chcę robić postępy, a co będzie w przyszłości, czas pokaże.
O meczu AZS Politechniki Warszawskiej z Asseco Resvią, który rozegrany zostanie 29.10

Powiem szczerze, że już teraz każdej nocy, zanim zasnę, myślę o meczu z Rzeszowem. Nie traktuję go bardziej wyjątkowo niż pozostałe, podchodzę do spotkania jak do każdego innego - jest to rywal, którego należy pokonać. Wiadomo jednak, że sentyment zawsze pozostaje. Myślę, że fakt grania po drugiej stronie siatki, przeciwko mojej rodzimej drużynie, doda mi skrzydeł. Chcę pokazać się z jak najlepszej strony, a jeśli uda mi się utrzymać poziom i udowodnić, że warto na mnie stawiać, tym bardziej będę się cieszył. Pamiętam dokładnie styczniowy mecz na Torwarze, kiedy to AZS Politechnika Warszawska rozbiła Asseco Resovię 3:1. Byłem wtedy w składzie Rzeszowa i chociaż nie wszedłem na boisko, wszyscy byli pod wrażeniem gry warszawian. Chociaż teraz jestem w zupełnie innej roli, mam nadzieję że wynik się powtórzy (uśmiech).
O wsparciu rodziny

Cała moja rodzina bardzo mi kibicuje. Mam wrażenie, że moja mama przeżywa wszystko bardziej niż ja (uśmiech). Ona żyje tą siatkówką - śledzi wszystko, co związane z moimi występami. Bardzo mnie wspiera, zresztą tak jak wszyscy pozostali członkowie rodziny. Zawsze po meczu - nieważne czy wygranym, czy przegranym - wykonuję telefon do rodziców, aby podzielić się emocjami. Czuję z ich strony naprawdę duże wsparcie. Jednak na pierwsze siatkarskie zajęcia nie zaprowadzili mnie oni -  to, że poszedłem na trening, to sprawka mojego brata - to on zaraził mnie siatkówką. Najpierw podpatrywałem jego i w końcu sam zadecydowałem, że zajmę się tym sportem na poważnie. Jestem szczęściarzem, że mam podporę w moich bliskich.
O swoim pseudonimie „Bicek”

Przychodząc do klubu okazało się, że mam po prostu największe bicepsy spośród zawodników. Chłopaki od razu to wychwycili i śmiali się, że siłownia to moje ulubione miejsce, że w zespole jestem od spraw siłowych. Są to oczywiście żarty, jednak przyznaję, że zajęcia na siłowni dają mi dużego kopa. Pracuję nad swoim rozwojem, lubię treningi siłowe, potrzebuję ich i wiem, że bez nich nie czułbym się tak dobrze, jak się czuję. Siłę trzeba wypracować.
O swoich charakterystycznych skarpetach

Chłopaki humorystycznie podeszli do tematu moich jaskrawozielonych skarpet - na początku były żarty, że będę w nich przeprowadzał dzieci przez ulicę, że nie potrzebuję innych odblasków w ciemności (uśmiech). Dlaczego jednak taki kolor? Otóż szedłem do sklepu z założeniem, że muszę kupić termiczne skarpety, ponieważ ich potrzebuję. Wiedziałem ile one kosztują i miałem przygotowane pieniądze, jednak na miejscu okazało się, że te w jaskrawozielonym kolorze są o połowę tańsze. Nie wahałem się więc ani chwili - za tę samą cenę kupiłem sobie dwie pary, a kolor tak naprawdę to drugorzędna sprawa. Wyróżniam się na boisku, ale to nie celowy zabieg (uśmiech).


Rozmawiała Paulina Preś, www.azspw.com