Nikola Gjorgiev: „Chcę zapisać nową kartę w historii ONICO Warszawa”

Nikola Gjorgiev: „Chcę zapisać nową kartę w historii ONICO Warszawa”

Nikola Gjorgiev w sezonie 2017/2018 ma być liderem ONICO Warszawa. Doświadczony atakujący nie boi się nowych wyzwań i celuje w podium. – Chcę zapisać nową kartę w historii klubu – mówi.

Macedoński siatkarz w wywiadzie udzielonym Adrianowi Komorowskiemu opowiedział o swojej karierze, grze w lidze japońskiej i znajomości z Antoinem Brizardem. Odniósł się też do spekulacji kibiców odnośnie jego występów na pozycji przyjmującego. Zachęcamy do lektury.

Adrian Komorowski: Po dwóch bardzo dobrych sezonach w Japonii zdecydowałeś się na przeprowadzkę do Warszawy. Dlaczego?

Nikola Gjorgiev: Moim wielkim marzeniem było, żeby pewnego dnia zagrać w Polsce. Od dawna śledzę PlusLigę i regularnie sprawdzam wyniki, jakie w niej padają. Dzięki temu wiem, że to jedna z najlepszych lig na świecie, a ja chcę rywalizować z najlepszymi drużynami i najlepszymi zawodnikami. Poza tym wiem, że siatkówka w Polsce jest bardzo popularna. Doświadczyłem tego na własnej skórze w 2014 roku, kiedy to wraz z reprezentacją Macedonii grałem w Waszym kraju w kwalifikacjach do mistrzostw Europy 2015. Na każdym meczu biało-czerwonych hala była wypełniona do ostatniego miejsca, a doping kibiców robił ogromne wrażenie. Decyzja o przyjęciu propozycji z ONICO Warszawa była więc dla mnie łatwa. Mój nowy klub ma duże ambicje: w sezonie 2017/2018 chce zajść jak najdalej. Kto wie, może sięgniemy po mistrzostwo Polski? Dlaczego nie? Kiedy trener Stéphane Antiga opowiedział mi o aspiracjach klubu, nie wahałem się ani chwili. Byłem gotowy na przeprowadzkę do Warszawy (uśmiech).

Zatrzymajmy się na chwilę przy siatkówce w Japonii. Jakie różnice pomiędzy nią a siatkówką europejską możesz wskazać?

Japońska siatkówka jest zupełnie inna od europejskiej. W moim pierwszym roku gry w Kraju Kwitnącej Wiśni byłem bardzo zaskoczony, bo nie spodziewałem się tak wielu różnic. W Japonii 99 proc. siatkarzy łączy grę z pracą w firmach, które są sponsorami klubów. Dzięki temu nie muszą się oni martwić o to, co będą robić po zakończeniu karier. Przechodzą wówczas do pracy na pełen etat we wspomnianych przedsiębiorstwach i pracują tam przez resztę życia. Drużyny posiadaja w składzie co najmniej osiemnastu graczy, przez co każdy siatkarz ma kilku zmienników. Na przykład: w jednej ekipie było czterech rozgrywających i czterech atakujących. Ciekawą rzeczą jest też podejście Japończyków do pracy. Możesz sobie wyobrazić, że większość z nich każdego dnia po zakończeniu treningu zostaje w hali i szlifuje swoje umiejętności?

To rzeczywiście niespotykane w Europie.

Właśnie! Nikt od nich tego nie wymaga, nikt nic im nie narzuca. Zostają w hali „po godzinach”, bo chcą być lepszymi siatkarzami.
Wracając do tematu: najbardziej niesamowitą rzeczą w Japonii jest obrona. Nigdzie wcześniej nie widziałem tak grających w defensywie zespołów! Japończycy nigdy nie się poddają i wyciągają niemożliwe do podbicia piłki. Kiedy mają wskoczyć do kibiców na trybunę i podbić piłkę, zrobią to. Uwielbiałem taki styl gry.
Kibice w Europie myślą, że japońska liga jest łatwa. Że rywale nie są wymagający, a siatkarze z naszego kontynentu się tam nie rozwijają. To nieprawda. Liga japońska jest bardzo trudna. Cieszę się, że miałem takie doświadczenie w swoim życiu. Jestem dumny, że wygrałem Puchar Cesarza, mistrzostwo kraju i zdobyłem tytuł MVP.

Po tak udanym ostatnim sezonie zapewne mogłeś przebierać w ofertach. Propozycja z ONICO Warszawa była najciekawsza?

Mój agent rozmawiał z kilkoma klubami, ale tylko ONICO Warszawa przedstawiło konkretną ofertę. Zaakceptowałem ją i bardzo się z tego cieszę. Może to dziwne, ale wierzę w karmę. Jedynym klubem na świecie, który kilka tygodni temu obserwowałem na Instagramie, było ONICO Warszawa (wcześniej ONICO AZS Politechnika Warszawska). Kiedy więc dostałem propozycję z Waszego klubu, powiedziałem do siebie: „to jest to! Warszawa jest miejscem, do którego powinienem trafić”. Bóg wskazał mi drogę.

Co wiedziałeś o ONICO Warszawa przed podpisaniem kontraktu?

Szczerze mówiąc, nie wiedziałem zbyt wiele o warszawskim klubie zanim otrzymałem ofertę. Znałem jedynie podstawowe fakty. Wiedziałem, że kapitanem i rozgrywającym jest Paweł Zagumny. Wiedziałem, że na środku bloku w Warszawie gra reprezentant Polski – Andrzej Wrona. Wiedziałem też, że za przyjęcie odpowiada Guillaume Samica. Pozostałych graczy nie znałem. Ale szybko nadrobiłem zaległości. Zapoznałem się ze statystykami, regularnie odwiedzałem klubową stronę internetową i profil na Facebooku. Długo rozmawiałem z Pawłem Zagumnym i ze Stéphanem Antigą. Teraz więc o moim nowym klubie wiem już bardzo dużo (uśmiech).

Kibice w Polsce zastanawiają się na jakiej pozycji będziesz grał w ONICO Warszawa? Jesteś atakującym, ale w swojej karierze miałeś „incydent” na przyjęciu.

Nie wydaje mi się, żebym w Warszawie mógł grać na dwóch pozycjach. Przenoszę się tam jako atakujący i taka też będzie moja rola. W swojej karierze na przyjęciu grałem tylko przez jeden sezon reprezentacyjny – w 2015 roku. W fazie grupowej Ligi Europejskiej w Kaliszu graliśmy przeciwko Polakom, a turniej finałowy tych rozgrywek, w którym zajęliśmy z Macedonią drugie miejsce, również rozegrany został w Waszym kraju. Myślę, że właśnie przez to Polacy kojarzą mnie z grą na przyjęciu.

Dlaczego grałeś wtedy na lewym skrzydle?

Zmusiła mnie do tego sytuacja. W tamtym okresie o miano najlepszego siatkarza w Macedonii rywalizowałem z Jovicą Simovskim (obecnie graczem francuskiego Ajaccio). Obaj graliśmy na tej samej pozycji – byliśmy atakującymi. Chcieliśmy, żeby nasz zespół włączył się do walki o medale Ligi Europejskiej, zasugerowałem więc trenerowi, że mogę zagrać na lewym skrzydle. Szkoleniowiec zaakceptował mój pomysł, a kilka tygodni później zostałem wybrany… najlepszym przyjmującym tych rozgrywek. Myślę więc, że dobrze poradziłem sobie w nowej roli (śmiech). Mimo wszystko do ONICO Warszawa przychodzę jako atakujący i na tej pozycji chcę kontynuować moją karierę. Ale nigdy nie mówię nigdy. Jeżeli drużyna będzie potrzebować moich rąk do przyjęcia, pomogę jej.

W ONICO Warszawa spotkasz Antoine’a Brizarda. Graliście już razem. Dobrze się znacie?

Znamy się doskonale. Jesteśmy naprawdę dobrymi przyjaciółmi. Nadajemy na tych samych falach, możecie być więc pewni, że zobaczycie sporo żartów, które będziemy robić sobie nawzajem (uśmiech). Antoine jest niesamowitym rozgrywającym, ale przede wszystkim wspaniałym człowiekiem. Kiedy graliśmy w Paryżu, po treningach spędzaliśmy razem czas. Mam nadzieję, że w Warszawie będzie tak samo. Czekam na spotkanie z nim. Wysłałem mu ostatnio wiadomość, że nasze sportowe kariery znów spotkają się w jednym miejscu.

Dzięki tej znajomości będzie Wam łatwiej się zgrać?

Z pewnością. Dzięki temu, że się doskonale znamy, od początku sezonu będziemy mogli grać szybkie piłki, co z kolei może przełożyć się na skuteczność ataku. A przypomnę, że Antoine dołączy do zespołu dopiero po mistrzostwach Europy. W związku z tym czasu na wspólne treningi nie będzie zbyt wiele. Jestem pewien, że obaj pokażemy, na co nas stać.

Jakie cele stawiasz przed sobą na nadchodzący sezon?

Mam wielkie ambicje. W nadchodzącym sezonie chcę zajść jak najdalej – najpierw do półfinału, potem do finału, a na koniec sięgnąć po złoto. Chcę wygrywać każdy mecz, na kalkulacje nie ma miejsca! Nasza drużyna nikogo nie będzie się bać, choć – od razu zaznaczę – do każdego rywala podejdziemy z szacunkiem.
Mam taki charakter, że po zwycięstwie jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Po porażce zaś nie mogę spać. Moją głowę zaprzątają myśli, co można było zrobić lepiej. Nie chcę się więc ograniczać i nie będę usatysfakcjonowany jeśli sezon zakończymy na piątym miejscu. Mam zamiar zapisać nową kartę w historii ONICO Warszawa. Będzie to moją misją od momentu, w którym postawię stopę na lotnisku w Warszawie.

We wspomnianych przez Ciebie rozgrywkach Ligi Europejskiej w 2015 roku rywalizowałeś z reprezentacją Polski. Podstawowymi graczami biało-czerwonych byli wtedy Twoi dwaj nowi klubowi koledzy: Damian Wojtaszek i Jan Nowakowski. Pamiętasz te mecze?

Tak, pamiętam je doskonale. Damiana znałem już wcześniej, ale w tych spotkaniach grał niesamowicie, bronił jak natchniony. Poza tym wnosił na boisko bardzo dużo energii, a ja to uwielbiam. Powiedziałem wówczas do libero ze swojego zespołu: „zobacz, co wyczynia ten człowiek; masz grać tak jak on”.
Jana Nowakowskiego natomiast widziałem wówczas pierwszy raz. Byłym pod dużym wrażeniem. Spytałem jednego z moich kolegów z drużyny, ile lat ma ten chłopak, bo wyglądał młodo, a grał jak profesor. Kiedy dowiedziałem się, w jakim wieku jest Janek, nie wierzyłem. Od razu pomyślałem, że za jakiś czas może on być najlepszym polskim środkowym. Doskonale blokuje i atakuje na wysokim pułapie, przez co sprawia dużo problemów blokującym rywalom.
W swoim archiwum mam zdjęcie, na którym wraz z Damianem i Janem stoimy na podium z nagrodami indywidualnymi Final Four Ligi Europejskiej (wszyscy trzej siatkarze wybrani zostali do „drużyny turnieju” – przyp. aut.). Dwa lata później zagramy w jednym zespole. Niesamowite!

Przebywasz obecnie na zgrupowaniu reprezentacji Macedonii. O co będziecie grać w tym sezonie?

Macedonia zagra w Lidze Europejskiej 2017. Jak zawsze będziemy grać o pierwsze miejsce w grupie i awans do turnieju finałowego, który rozegrany zostanie w Danii. Mamy młody zespół, którego wraz z moim bratem Gjorgim (rozgrywającym) jesteśmy liderami. Jak już awansujemy do Final Four, zrobimy wszystko, żeby wygrać ten turniej i w następnym sezonie zagrać w Lidze Światowej. Przed nami bardzo trudne zadanie, ale wierzę, że osiągniemy cel.

Kiedy kibice będą mogli spotkać Cię w Warszawie?

Z drużyną ONICO Warszawa przygotowywać się będę od samego początku. Stawię się na testach medycznych, a następnie na pierwszym treningu. Do Waszego miasta przyjadę w pierwszej połowie sierpnia. Nie mogę się tego doczekać.

Możesz opowiedzieć coś o sobie? Kibice z pewnością chętnie dowiedzą się, czym się interesujesz i co robisz w wolnym czasie.

Nie mam zbyt wielu zainteresowań poza siatkówką. Moim jedynym hobby jest Internet i śledzenie siatkarskich wyników z całego świata. Obserwuję wszystkie ligi i przeglądam statystyki. Poza tym wraz z moją żoną kochamy podróżować i odkrywać nowe, ciekawe miejsca. Warszawa będzie dla nas kolejnym interesującym punktem na mapie. Nie możemy doczekać się zwiedzania i odkrywania jej piękna.
Nie piję kawy, nie palę, nie imprezuję zbyt często. Do klubów chodzę tylko po wielkich zwycięstwach. To dla mnie forma świętowania sukcesów. Większość czasu w treningowym okresie spędzam na odpoczynku. Wracam do domu i… śpię. Kocham spać (uśmiech).

A jak rozpoczęła się Twoja przygoda z siatkówką? Dlaczego zdecydowałeś się właśnie na tę dyscyplinę sportu?

Moja przygoda z siatkówką rozpoczęła się, kiedy byłem bardzo młody. Mój ojciec, w młodości siatkarz, był wówczas prezesem damskiego klubu siatkarskiego z miasta, z którego pochodzę. Każdego dnia chodziłem na treningi tamtego zespołu. W wieku ośmiu lat poszedłem na swoje pierwsze zajęcia z siatkówki, a trzy lata później zacząłem traktować tę dyscyplinę na poważnie. Byłem wtedy rozgrywającym, jednak – kiedy miałem czternaście lat – zmieniłem pozycję i zostałem atakującym. W wieku siedemnastu lat natomiast przeniosłem się do Serbii i tam rozpocząłem moją międzynarodową karierę.
Jako dziecko treningi siatkarskie łączyłem z grą w piłkę nożną. Na piłkarskim boisku byłem środkowym obrońcą. Przyznam, że – kiedy miałem dwanaście lat – moja miłość do futbolu była silniejsza niż miłość do siatkówki. W końcu jednak podjąłem męską decyzję: porzuciłem piłkę nożną i postawiłem wszystko na siatkówkę.

Dziękuję za rozmowę. Życzę powodzenia w Lidze Europejskiej i… do zobaczenia w Warszawie.

Dziękuję. Do zobaczenia.

Leave a Reply