O reformie PlusLigi - wywiad z Marcinem Bańcerowskim

Władze AZS Politechniki Warszawskiej są zadowolone z faktu rozszerzenia PlusLigi do 16 zespołów. Mają jednak obawy związane z ponownym wprowadzeniem awansów i spadków. W udzielonym nam wywiadzie opowiada o tym wiceprezes klubu - Marcin Bańcerowski.   PlusLiga znów otwiera się na zespoły z niższej klasy rozgrywkowej. Wracają awanse i spadki. Co na to AZS Politechnika Warszawska? Marcin Bańcerowski: Jesteśmy zwolennikami zamknięcia ligi, choć nie jest to do końca trafne określenie. Liga jest przecież otwarta; każdy klub, który spełni określone kryteria, może w niej zagrać. Ale do rzeczy. Zamknięcie ligi skłoniło kluby do inwestowania w młodych zawodników, czego najlepszym przykładem jest AZS Politechnika Warszawska. Działacze nie obawiają się spadku i dokonują racjonalnych ruchów kadrowe. Kilka lat temu, kiedy danemu klubowi widmo spadku zaglądało w oczy, prezesi próbowali ratować się transferami siatkarzy mających uznane nazwiska i bagaż doświadczeń na karku. Często okazywało się jednak, że dla graczy tych PlusLiga – czy też wcześniej Polska Liga Siatkówki – to za wysokie progi. Nerwowe ruchy dawały zatem tylko pozorną szansę utrzymania, ale znacząco uszczuplały klubowe budżety. Po zamknięciu ligi natomiast wszystko można dokładnie zaplanować. Efekty już przyszły. Obecnie w reprezentacji Polski mamy kilku młodych zawodników, którzy pokazali się właśnie dzięki zamknięciu ligi. Kogo ma Pan na myśli? Na Igrzyskach Olimpijskich grają Mateusz Bieniek i Bartosz Bednorz. W szerokim składzie jest już Artur Szalpuk, a do bram kadry mocno dobijają się m.in. Bartłomiej Lemański i Aleksander Śliwka. Oni wszyscy – w przypadku możliwych spadków z PlusLigi – najprawdopodobniej nie dostaliby szansy na pokazanie swoich umiejętności. Zamiast nich kibice oglądaliby doświadczonych zawodników zagranicznych, którzy wcale nie gwarantują najwyższego poziomu. A jak już sprowadzać do Polski cudzoziemców, to tylko bardzo dobrych. Jeżeli prezes klubu ma do wyboru młodego, zdolnego Polaka i średniej klasy obcokrajowca, powinien bez zawahania zainwestować w naszego rodaka. Przyniesie to korzyści nie tylko sportowe, ale i marketingowe. Ponowne wprowadzenie spadków z PlusLigi i awansów do niej będzie krokiem wstecz? Będziemy przekonywać wszystkich, że awanse i spadki nie powinny zależeć tylko od wyniku sportowego. Klub, który ma opuścić elitę, musi być słaby przede wszystkim pod względem organizacyjnym. Nie należy trzymać go w PlusLidze na siłę – ze względu na sentyment, historię czy jakiekolwiek inne względy. Czy spadki i awanse będą krokiem wstecz? Nie wiem. Nie jestem w stanie przewidzieć, jak zareaguje rynek. Obawiam się jednak, że wrócimy do punktu, o którym mówiłem. Przypuszczam, że klubu przestaną inwestować młodzież i będą kontraktować zawodników średniej klasy albo nawet takich, którzy powinni już zakończyć kariery. A może się mylę? Wszystko zależne będzie od systemu, który przyjmiemy. Jeśli o miejscu w elicie będzie decydować baraż pomiędzy najsłabszym zespołem z PlusLigi i najlepszym z I ligi, moje obawy mogą okazać się bezzasadne. Jaki system rozgrywek podczas spotkania prezesów klubu PlusLigi zaproponowała AZS Politechnika Warszawska? Już od dwóch lat proponujemy regularną ligę składającą się z fazy zasadniczej (mecz i rewanż) oraz bardzo krótkiej fazy play-off, w której obowiązywać będzie schemat: mecz – rewanż – złoty set. Taki system wprowadzony został w poprzednim sezonie, teraz zaś nieco go zmodyfikowano. Dlaczego ten system jest – według Państwa – najlepszy? Uważamy, że system, który zaproponowaliśmy, daje to, co jest najważniejsze z punktu widzenia organizacji ligi – stabilność terminarza. Dodatkowo zwiększa on rolę fazy zasadniczej. Kiedy w play-offach zespół może awansować tylko o jedną pozycję, w fazie zasadniczej nie ma nieważnych meczów. Każde spotkanie bowiem może zadecydować o medalu mistrzostw Polski. Mieliśmy tego przykład w sezonie 2015/2016, gdzie wisienką na torcie była rywalizacja BBTS-u Bielsko-Biała z PGE Skrą Bełchatów. Przypomnę, że Skra przegrała seta, przez co nie zagrała później o złoto. Oczywiście nie tylko w tym meczu ekipa z Bełchatowa straciła szansę na mistrzostwo Polski. Wcześnie straciła przecież seta również m.in. z Politechniką. Miejsce w lidze jest więc wynikiem pracy w całym sezonie. Zawodnicy od początku do końca muszą być skoncentrowani i zmobilizowani. Wiedzą, że jak zawalą coś teraz – w fazie zasadniczej – to później nie będą mogli się poprawić. W meczu z każdym rywalem muszą zatem grać na 100 proc. Dzięki temu pojedynki w każdej kolejce są bardziej zacięte i atrakcyjniejsze dla kibiców. Kibice uważają jednak, że poziom sportowy w przypadku zamkniętej ligi jest niższy. Kibice bardzo często skupiają się tylko na aspekcie sportowym. A w naszej ocenie mecz to nie tylko sport, ale też organizacja. Udowodnimy to w nowym sezonie. Kluby muszą nauczyć się profesjonalizmu. Nawet słabszy mecz, jeśli chodzi o poziom sportowy, może okazać się świetnym widowiskiem – właśnie dzięki świetnej organizacji. Dłuższe i wolniejsze akcje też mogą budować emocje. Idealnym przykładem jest tu NBA. W lidze tej dwa ostatnie zespoły walczą tak, że kibice pieją z zachwytu. Poziom na boisku nie jest taki, jak w meczach finałowych, ale organizacja widowiska jest fantastyczna. Wszyscy – i my, prezesi klubów, i kibice – musimy ustalić, czego naprawdę chcemy. Wolimy szybko rozegrać sezon i ułożyć tabelę czy zbudować silną ligę z wypełnionymi po brzegi halami w każdej kolejce? Niech każdy odpowie sobie na to pytanie.   Fot. Jakub Ćmil, www.azspw.com