ONICO JW Construction MB Motors PLUS ONICO Dworzec Online ONICO Damons Sportowa Warszawa Global Express Robico iTaxi Tramwaje Warszawskie
ONICO ONICO ONICO MB Motors PLUS PLUS Port Praski FIVB Global Express Robico iTaxi Tramwaje Warszawskie Polonus Damons

Piotr Nowakowski: Fajnie wrócić tu, gdzie wszystko się zaczęło

Fot. Jakub Ćmil
- Warszawa leży blisko mojego rodzinnego miasta, także mogę się tutaj czuć jak w domu. Fajnie wrócić w miejsce, gdzie to wszystko się zaczęło - powiedział Piotr Nowakowski, nowy zawodnik ONICO. Zapraszamy do lektury pierwszej rozmowy ze środkowym stołecznych.

Maciej Wdowiarski: Witamy w ONICO i w stolicy!

Piotr Nowakowski: Witam, dzień dobry!

Na początek proste pytanie: co Cię skłoniło do transferu do stolicy?

Słyszałem od wielu osób, że ONICO to ciekawy projekt. Ten sezon już pokazał, że klub walczy o najwyższe cele w Polsce, a w przyszłym… mam nadzieję, że pomogę drużynie, powalczyć też w Europie. Poza tym Warszawa leży blisko mojego rodzinnego miasta – Międzyborowa – także mogę się tutaj czuć bardziej jak w domu. Mam nadzieję, że będę miał więcej czasu, by odwiedzać rodzinne strony. Bo to stąd rzut beretem, pół godzinki autostradą.

W przeszłości byłeś już związany ze stolicą. Jak wspominasz tamten okres?

To były czasy licealne, nie było wtedy takich momentów wyjątkowo zapadających w pamięci. To, co pamiętam, to niestety ciągłe podróże z Międzyborowa przez Milanówek, gdzie uczęszczałem do liceum, aż do Warszawy, gdzie trenowałem. No i zaraz po treningu z powrotem do domu, następnego dnia do szkoły… To było trochę męczące, aczkolwiek cieszę się, że poszedłem tą drogą, bo dzięki temu jestem tutaj, gdzie jestem. Fajnie, że mogę wrócić do miejsca, gdzie to wszystko się zaczęło.

Perspektywa gry w Lidze Mistrzów jest chyba niezwykle kusząca dla każdego siatkarza, nawet tego najbardziej utytułowanego?

To, że gramy w LM, było dla mnie dodatkową zachętą. Mierzyć się z najlepszymi zespołami z Europy, i mam nadzieję, że wygrywać, to świetna sprawa. Do mojej kolekcji brakuje mi jednego złotego medalu – właśnie w Lidze Mistrzów – i liczę, że w Warszawie dzięki drużynie jaką zbudujemy i poziomowi, jaki będziemy prezentować, to złoto będzie w naszym zasięgu. Bo czemu nie?

Śledziłeś występy ONICO w fazie play-off minionego sezonu?

Tak, miałem niestety dużo czasu, bo w Gdańsku sezon skończyliśmy trochę wcześniej, niż zakładaliśmy. Najbardziej zapadła mi w pamięć ta ostatnia… - w moim mniemaniu ostatnia, bo faktycznie nie była ona ostatnia – akcja pierwszego meczu w Kędzierzynie-Koźlu. Był to na pewno moment, w którym wszystko mogło się potoczyć inaczej. Gdyby ten mecz został zaliczony na korzyść ONICO… Pozostaje niedosyt po tym spotkaniu, ale cieszę się z tego, jaką postawę przyjęła drużyna po tym, jak została osłabiona kontuzjami ważnych zawodników. Nie była to łatwa sytuacja, ale zespół walczył z ZAKSĄ jak równy z równym. Naprawdę nieźle się to oglądało.

Wicemistrzostwo już jest historycznym wynikiem dla ONICO, ale ten sezon rozbudził mocno apetyty w stolicy. Jak czujesz się grając pod taką presją?

Spodziewałem się tego, że przychodząc do takiej drużyny jakaś presja na pewno będzie. Ale nie wiem, czy mocno ją odczujemy. Na razie nie rozmawiałem z nikim na temat celów, jakie zakłada sobie klub. Ale tak jest w życiu sportowca. Na każdym ciąży jakaś presja – czy to wytworzona sztucznie przez samego siebie, czy ze strony kibiców, klubu. Trzeba sobie z nią radzić.

A jakie cele ty sam sobie stawiasz na najbliższy rok?

Moje osobiste? Po prostu grać jak najlepiej potrafię. Swoje lata już mam, czasu nie da się oszukać, ale mam nadzieję, że nowe otoczenie pozwoli wykrzesać z siebie nową energię i swoją postawą na boisku będę mógł godnie reprezentować klub. I liczę, że na koniec sezonu spojrzę w lustro i stwierdzę, ze jestem z siebie zadowolony. Taki jest mój cel.

W drużynie spotkasz kilku kolegów z reprezentacji Polski. W takich warunkach chyba dużo łatwiej o aklimatyzację?

Na pewno. Widząc znajome twarze dużo łatwiej zaadaptować się do nowych warunków. Cieszę się, że będę występował u boku zawodników, z którymi już mogłem grać i w kadrze, i w innych klubach. I jestem przekonany, że to będzie przyjemność.

Wraz z Andrzejem Wroną stworzysz najbardziej utytułowany i doświadczony, ale chyba i jeden z najlepszych duetów środkowych w całej PlusLidze. Jak zapatrujesz się na tę współpracę?

No tak, stworzymy duet marzeń (śmiech)! Andrzej miał naprawdę super sezon i mam nadzieję, że w przyszłym również będzie się prezentował tak dobrze. Ja z kolei grałem nieco w kratkę, ale chciałbym dorównać do poziomu Andrzeja i wtedy na pewno ta współpraca będzie wyglądała super. Zresztą z samym Wronką znamy się już bardzo długo, od czasów gry w Metrze Warszawa i w Legii. Także myślę, że się dogadamy.

A jak zapatrujesz się na całoroczną współpracę z Damianem Wojtaszkiem? Ty jesteś raczej cichy, on wręcz przeciwnie…

Przerabialiśmy to w Rzeszowie, gdzie graliśmy razem. W każdej szatni musi być równowaga i balans. On będzie nawijał przez pół godziny, ja powiem trzy słowa i wystarczy (śmiech).

Przed tobą długi i wyczerpujący sezon reprezentacyjny. Jak taki wysiłek wpływa później na formę w sezonie klubowym?

Ważny jest odpoczynek. Jakikolwiek. Po reprezentacji trzeba się na chwilę wyłączyć, wyjechać na krótki urlop. A poza tym ważne jest, by trafić na trenera, który wie, jak w sezonie reprezentacyjnym zachowywał się zawodnik, ile sił poświęcił, ile czasu na regenerację potrzebuje. I nawet nie chodzi o dużo wolnego, ale o to, by na obciążenia treningowe w klubie wchodzić pomału, krok po kroku. Ale o to się nie martwię, Wojtka Sibigę (trener przygotowania fizycznego – przyp. red.) dobrze znam i wspominam. Te początki będą pewnie na troszkę większym luzie, by później móc docisnąć pedał do dechy i ruszyć w Polskę i Europę.

Czyli jak spotkamy się jesienią, to będziesz pełny energii i chętny do gry?

Oczywiście! I do życia w Warszawie też! Mam nadzieję, że będzie mi się tu fajnie żyło i grało. Bo o to przecież w tym wszystkim chodzi.