ONICO JW Construction MB Motors PLUS ONICO Dworzec Online ONICO Damons Sportowa Warszawa Global Express Robico iTaxi Tramwaje Warszawskie
ONICO ONICO ONICO MB Motors PLUS PLUS Port Praski FIVB Global Express Robico iTaxi Tramwaje Warszawskie Polonus Damons

Wrona: Czułem podwójną odpowiedzialność za całą drużynę

Czas na kolejne podsumowanie sezonu - tym razem oczami Andrzeja Wrony. Z naszym środkowym porozmawialiśmy o drugim roku w barwach warszawskiej drużyny, wsparciu ze strony Guillaume'a Samiki, braku powołania do kadry i planach na najbliższe tygodnie.  Katarzyna Owczarek: Teraz, kiedy emocje już opadły – jak ocenisz miniony sezon PlusLigi? Andrzej Wrona: Myślę, że ten sezon trzeba podzielić na dwie części. Pierwszy etap to budowanie zespołu i droga, która przez pewien czas prowadziła nas na drugie miejsce w tabeli. Słabszy początek był zupełnie normalny – byliśmy całkiem nowym zespołem, z nowym sztabem i całym wizerunkiem klubu. Wszystko było budowane niemalże od początku, więc myślę, że pierwsza faza przebiegła bardzo dobrze. Oczywiście, na początku zdarzyły się porażki, których nie powinno być, ale trzeba było wliczyć to w "koszty". Potem rozpoczęła się piękna seria trzynastu zwycięstw z rzędu, która na pewno robi spore wrażenie. Wygrywaliśmy z bardzo dobrymi drużynami, nie udało nam się pokonać tylko tegorocznego mistrza Polski. Drugi etap to pewne załamanie formy. Nie chcę mówić, że wszystko stało się przez kontuzje, ale to jednak zbiegło się jakoś w czasie. Od tej pory coś w naszej grze pękło. Zaczęliśmy się powoli staczać ze szczytu, aż do najgorszego scenariusza, czyli przegrania wymarzonej szóstki w ostatniej kolejce fazy zasadniczej. Myślę, że było to traumatyczne dla wszystkich osób, które tworzą ten klub. Niestety, liczy się tylko to, jak się kończy, a my skończyliśmy w najgorszy możliwy sposób. Mimo wielu pozytywnych momentów, związanych głównie z całą otoczką – kibicami czy marketingiem, sezon ten musimy uznać za nieudany. My nie sprostaliśmy, w pewnym momencie przestaliśmy dorównywać znakomitej organizacji i atmosferze i po prostu przegraliśmy ten sezon. [caption id="attachment_40027" align="alignnone" width="1341"] Andrzej Wrona podczas meczu o 7. miejsce PlusLigi. Fot. Jacek Wójcikowski[/caption] Co więc spowodowało tak dużą różnicę w waszej grze? Wydaje mi się, że w pewnym momencie mogliśmy się poczuć zbyt pewnie. Sytuacja była komfortowa, nasze miejsce wydawało się w miarę niezagrożone. Mogło się wydawać, że osiągnęliśmy taki poziom, że możemy trochę spuścić z tonu podczas treningów i na meczach, bo skoro tak dobrze nam szło, to niemożliwe, żeby stała się jakaś tragedia. Może wszyscy jako drużyna trochę odpuściliśmy, bo jednak treningi w okresie, kiedy wygrywaliśmy niemal wszystko, były na dużo wyższym poziomie niż w końcówce. Jeśli chodzi o inne powody, to trudno mi powiedzieć. Obowiązkiem zawodnika jest odpowiedni trening i rozgrywanie meczów, dokładniejszą analizę mogą przekazać członkowie naszego sztabu. Przede wszystkim musimy wyciągnąć sporo wniosków na przyszłość. Myślę, że każdy z nas musi zastanowić się, ile dał z siebie w końcówce sezonu i czy mógł dać więcej w jakimś momencie. Najważniejsze, żeby móc spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie po każdym dniu treningowym i meczowym, że dało się z siebie maksimum. Ja jako zawodnik mogę wymagać głównie od siebie, jako kapitan trochę też od innych, jednak każdy sam musi sobie zadać pytanie, jak to wyglądało z jego perspektywy. To dobra nauczka na przyszłość? Każdy z sezonów jest jakąś nauczką. Ja rozegrałem w lidze już jedenaście sezonów i każdy z nich był dla mnie ważną lekcją. Patrząc z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że najważniejsze jest, żeby z każdego roku wyciągać wnioski na przyszłość, żeby nie popełniać dwa razy tego samego błędu. Mam nadzieję, że ten sezon będzie taką lekcją dla każdego z nas. Młodzi zawodnicy mają przed sobą jeszcze wiele sezonów, więc dobrze, że taka sytuacja przydarzyła im się na początku kariery, bo może w przyszłości poprowadzi ich to na sam szczyt. Oczywiście, jeżeli wszyscy wyciągniemy z tego odpowiednie wnioski. Tak jak powiedziałeś – w tym roku pokonaliśmy wszystkich, oprócz mistrza Polski, PGE Skry Bełchatów. Dlaczego akurat na nich nie potrafiliśmy znaleźć sposobu? Wydaje mi się, że każdy z zespołów, który występował w tym roku w PlusLidze, miał jakieś słabe punkty i każdy z tych zespołów można było ugryźć od strony taktycznej. Kiedy natomiast graliśmy z Bełchatowem, miałem wrażenie, że to, czy będziemy w stanie cokolwiek ugrać, zależy tylko od ich słabszej dyspozycji. Gdy grali na swoim normalnym poziomie, to ja nie widziałem takiego punktu, w który można było uderzyć i im zagrozić. Dawno nie widziałem tak mocnej PGE Skry, dosłownie w każdym elemencie. W przyjęciu spisywali się znakomicie, trudno było ustrzelić ich jakąkolwiek zagrywką, a jak tylko mieli przyjęcie do siatki, co zdarzało się bardzo często, to i środkowi, i skrzydłowi robili tak dobrą robotę, że trudno ich było zatrzymać. Jak widać, nie tylko my mieliśmy z nimi problem. Więc rzeczywiście, Skra była bardzo mocnym zespołem, bez słabych punktów. Uważam, że zasłużenie zdobyli mistrzostwo i wielkie gratulacje dla nich. Ponieważ uczestniczyłem gdzieś przy poprzednim mistrzostwie sprzed czterech lat, to też kibicowałem Skrze, zwłaszcza, że nadal gra tam kilku moich dobrych kolegów. [caption id="attachment_40367" align="alignnone" width="1000"] Andrzej Wrona podczas meczu w Bełchatowie. Fot. PressFocus[/caption] Dla Ciebie to już drugi sezon w Warszawie. Przed rozpoczęciem tego sezonu w składzie i sztabie ONICO Warszawa doszło do wielu zmian. Jak czułeś się w tej przebudowanej ekipie? Czułem się bardzo dobrze. Uważam, że stworzono u nas bardzo fajny skład, dobrze dobrano charaktery i cały pomysł na drużynę był znakomity, dzięki czemu wszyscy czuliśmy się dobrze w swoim towarzystwie. W tym roku przypadła mi w zaszczycie rola kapitana, więc czułem podwójną odpowiedzialność za całą tę drużynę, a także każdego z chłopaków. Bycie kapitanem tej drużyny to był zaszczyt. Grałem u siebie w domu, więc było to naprawdę wyjątkowe. Niewielu zawodników, już na tym w pełni profesjonalnym poziomie, ma szansę grać w swoim rodzinnym mieście – w którym się urodzili, wychowali i rozpoczęli przygodę sportem. Po latach udało mi się wrócić do Warszawy i grać przed warszawska publicznością – w tym całą moją rodziną, przyjaciółmi. Pod tym względem był to dla mnie naprawdę wyjątkowy sezon – w domu i przy okazji w tak szczególnej roli. Kapitanem nie byłeś tylko podczas jednego spotkania – ostatniego meczu Guillaume’a Samiki. Teraz możemy już powiedzieć, że przekazanie opaski kapitana Samikowi było Twoją decyzją. Skąd ten pomysł? Mam bardzo dobry kontakt z Samikiem, z resztą chyba trudno znaleźć osobę, która go nie lubi, bo to taki pozytywny duch. W naszej drużynie był bardzo ważną postacią. Mimo tego, że nie miał opaski kapitana, to z racji swojego doświadczenia był takim naturalnym liderem i bardzo mi pomagał w mojej roli. Miał duży posłuch w drużynie. Na pewno zależało mu, aby sezon zakończyć z przytupem. Pomyślałem więc, że skoro i tak był kapitanem pół na pół ze mną, to w tym szczególnym dla niego dniu chciałbym sprawić mu dodatkową przyjemność. Chciałem więc, żeby tego dnia to właśnie on wyprowadził nas na boisko. Szkoda tylko, że ranga meczu nie nadawała podniosłości całej sytuacji. [caption id="attachment_40081" align="alignnone" width="1341"] Andrzej Wrona i Guillaume Samica. Fot. Jacek Wójcikowski[/caption] Wszystko udało się utrzymać w tajemnicy do samego końca? Tak, Samik dowiedział się o tym minutę przed wyjściem na parkiet. Po przedmeczowej przemowie trenera przekazałem mu ten prezent. Oczywiście, pomysł może był i mój, ale to prezent od całej drużyny, wszyscy o nim wiedzieli. Super, że udało nam się zachować to w tajemnicy. Niespodzianka udała się w stu procentach, polało się trochę łez. Przy okazji skorzystałem na tym także ja (śmiech). Cieszę się, bo przez to, że dałem mu nową koszulkę z kreską pod numerem, to mogłem zabrać tę, w której był gotowy wybiec na boisko. Zyskałem więc na pamiątkę koszulkę z jego ostatniego sezonu, więc ukryty plan się udał (śmiech). Na koniec sezonu kolejna cenna koszulka trafiła więc do mojej kolekcji! Wracając do podsumowania sezonu – sprawdziłam tabelę najlepiej blokujących zawodników PlusLigi. Mimo że rozegraliśmy mniej meczów niż uczestnicy fazy play-off, to jednak sezon zakończyłeś w tym zestawieniu na wysokim, czwartym miejscu. Jesteś zadowolony ze swojej dyspozycji w tym sezonie? Nie mogę być zadowolony. Byłbym, gdybym był nawet na dziesiątym miejscu wśród najlepiej blokujących, ale gralibyśmy z ONICO o medale. Indywidualnie był to całkiem niezły sezon, ale dla mnie najważniejszym elementem siatkarskim jest właśnie blok, więc tutaj wymagam od siebie zdecydowanie więcej. Blok sprawia mi najwięcej radości, ale przy okazji jest też najbardziej nieprzewidywalny. Wiem, że mogłem zagrać dużo lepiej. Miałem dużo okazji, żeby zdobywać kolejne punkty blokiem, a to mi się nie udawało, więc mam za to do siebie małe pretensje. Cieszy mnie głównie to, że w moim wykonaniu był to dość równy sezon, nie było skrajnych sytuacji, w których nie mógłbym w żaden sposób pomóc drużynie. Gwiazdkę dodałbym właśnie do tego bloku, bo tutaj chciałbym, żeby było jeszcze lepiej. Mam nadzieję, że w przyszłych sezonach ten element uda mi się poprawić. [caption id="attachment_27834" align="alignnone" width="1024"] Andrzej Wrona i Nikola Gjorgiew podczas inauguracji sezonu w Warszawie. Fot. PressFocus[/caption] Mimo bardzo dobrych statystyk nie dostałeś w tym roku powołania do szerokiego składu reprezentacji Polski. Byłeś zaskoczony, rozczarowany? Czy zaskoczony? Niekoniecznie. Czy rozczarowany? Oczywiście, bo dla mnie reprezentacja to coś wyjątkowego i mam nadzieję, że już kilka razy pokazałem, jak wiele dla mnie znaczy i byłem gotowy na każde wezwanie trenerów. Mimo wszystko otrzymałem bardzo miły telefon – zadzwonił do mnie trener Heynen, czego się kompletnie nie spodziewałem. Zadzwonił do mnie w momencie, kiedy wiedziałem, że w tym roku w kadrze już nie zagram, bo wśród zawodników lista powołanych siatkarzy była znana dużo wcześniej niż podały ją media. Trener jednak do mnie zadzwonił, za co mam do niego wielki szacunek, bo do tej pory nie słyszałem o takiej sytuacji, żeby szkoleniowiec dzwonił do osób, które jednak nie zostały powołane. W każdym razie zadzwonił po to, żeby wytłumaczyć mi, dlaczego mnie nie wybrał. Wolał, żebym o powodach dowiedział się od niego, co uważam, że jest wyjątkowym zachowaniem. Myślę, że jeżeli nadal będzie kierował się takimi zasadami, to osiągnie nie tylko dobry wynik sportowy, ale także będzie miał duże poszanowanie wśród siatkarzy, a to jest bardzo ważne. Życzę mu powodzenia, a po tym telefonie trzymam kciuki jeszcze bardziej. Mam nadzieję, że chłopaki osiągną w tym roku jakiś fajny wynik. No właśnie – przed nami mistrzostwa świata i obrona tytułu mistrzów globu, który wywalczyliście przed czterema laty. Jak oceniasz szanse na sukces polskiej kadry? Nie mam zielonego pojęcia. Nie wiem, jak ta kadra będzie grała, bo o ile indywidualnie znam tych wszystkich chłopaków i wiem, na co ich stać, to jednak nie wiadomo, jak będzie to wyglądało, kiedy złoży się ich w jedną drużynę. Myślę jednak, że trzeba ufać trenerowi, bo patrząc na wyniki reprezentacji, które prowadził poprzednio, nie mamy prawa wątpić w jego pomysł na kadrę. Myślę, że będzie bardzo trudno obronić tytuł, a nawet dostać się do najlepszej czwórki, co nie znaczy, że jest to niemożliwe. W pierwszym roku budowanie zespołu na pewno trochę zajmie, bo w składzie jest naprawdę wielu młodych chłopaków. Polska liga jest mocna, ale to zupełnie inny wymiar siatkówki. W kadrze dochodzą długie loty, zmiany stref czasowych, więc naprawdę jestem ciekaw, jak spisze się ta młoda ekipa. Wydaje mi się, że na dłuższą metę to fajny projekt długofalowy. W przyszłym roku do kadry będzie mógł już dołączyć Wilfredo Leon, więc o rozwój ekipy jestem spokojny. Pieniędzy na obronę tytułu mistrzów świata jednak bym nie postawił (śmiech). Teraz przed Tobą blisko trzy miesiące wakacji. Masz już jakieś plany? Mam plany konkretne i również te mniej konkretne. Z tych pierwszych – dostałem kolejne odpowiedzialne zadanie, gdyż jestem świadkiem na ślubie Wojtka Włodarczyka i drużbą na ślubie Kuby Radomskiego, więc u dwóch przyjaciół siatkarsko związanych z Warszawą. Oczywiście moja praca związana z tymi wydarzeniami zaczęła się już jakiś czas temu, a teraz nastąpi konsumpcja tych planów, bo przed nami dwa wyjazdy kawalerskie i to jeden po drugim, więc trzymajcie za mnie kciuki (śmiech). Pierwszy ślub odbędzie się już na początku czerwca, drugi w połowie lipca. A pomiędzy będzie czas na jakieś wyjazdy – marzy mi się podróż dookoła świata. Chciałbym oblecieć nasz świat w prawą stronę, mam jeszcze wiele miejsc, których nie widziałem i chciałbym odwiedzić choćby na chwilę. Mam wstępną trasę i jest duża szansa, że uda mi się ją zrealizować. fot. Jacek Wójcikowski