Zauroczony Warszawą, zachwycony PlusLigą

Zauroczony Warszawą, zachwycony PlusLigą

AZS Politechnika Warszawska nie boi się sięgać po siatkarzy z I ligi. Przed sezonem 2015/2016 klub ze stolicy dał szansę Jakubowi Kowalczykowi. Trzydziestoletni środkowy nie zawiódł oczekiwań i dobrze wkomponował się do zespołu. Niedawno podpisał nową umowę z Inżynierami. – Zostałem doceniony – powiedział w udzielonym nam wywiadzie.

Jakub Kowalczyk w rozmowie z Adrianem Komorowskim opowiedział o trudach poprzedniego sezonu i o celach na następny. Zdradził, jak spędza wakacje i wskazał swoje miejsce na ziemi. Wspomniał także o… swoich instagramowych kompleksach.

Adrian Komorowski: Jak możesz podsumować sezon 2015/2016?

Jakub Kowalczyk: Oceniam go pozytywnie i jestem bardzo zadowolony z jego przebiegu. Dostałem swoje szanse. Myślę, że nikogo nie zawiodłem. Starałem się pokazać z jak najlepszej strony, a teraz zostałem doceniony – nowa umowa jest na to najlepszym dowodem.
Potwierdza się, że zawodnik, który przez lata gra w I lidze, może bez kompleksów pokazywać swoje umiejętności w PlusLidze i pomagać swojemu zespołowi w walce o wysokie cele.

Przez całą dotychczasową karierę PlusLiga była w sferze Twoich marzeń. Jak Twoje wyobrażenia o najwyższej klasie rozgrywkowej mają się do rzeczywistości?

PlusLiga jest dokładnie taka, jak ją sobie wyobrażałem. Wielkie emocje, bardzo wysoki poziom sportowy, najgłośniejsi kibice – tego wszystkiego doświadczyłem na własnej skórze. Nieco inaczej widziałem tylko swoją rolę w zespole. Nie jestem strachliwym zawodnikiem, w ogóle nie obawiałem się więc tego, że sobie nie poradzę. Wręcz przeciwnie. Chciałem grać jak najwięcej, a oczami wyobraźni widziałem siebie na boisku w każdym meczu. Widziałem, jak zdobywam punkty, widziałem, jaki jestem super. Szybko zweryfikowała to rzeczywistość, sezon zacząłem bowiem w kwadracie dla rezerwowych. Były też spotkania, które tylko oglądałem z trybun. Dużo czasu zajęło mi przekonanie do siebie trenera, ale kiedy już dostałem swoją szansę, odwdzięczyłem się dobrą grą. Końcówką sezonu w moim wykonaniu jestem usatysfakcjonowany.

Kolejny sezon będzie łatwiejszy?

Może być różnie, ale jestem optymistą. Moje nastawienie jest pozytywne; nie zamierzam odpuszczać, chcę ciężko trenować i jak najwięcej grać. Tym właśnie cechuje się prawdziwy sportowiec, a za takiego się uważam. Oczywiście jeśli będę grał mniej niż zakładam, na nikogo nie będę się obrażał. Miejsce w podstawowym składzie muszę sobie przecież wywalczyć.
Przyznam, że pierwszy, debiutancki sezon w PlusLidze kosztował mnie bardzo dużo emocji. Teraz już wiem, co z czym się je, moja sfera psychiczna będzie więc miała trochę łatwiej.

Jakub Kowalczyk jest zauroczony Warszawą i zachwycony PlusLigą. - Za długo grałem w I lidze - mówi.
Jakub Kowalczyk jest zauroczony Warszawą i zachwycony PlusLigą. – W Warszawie chciałbym układać sobie życie – mówi.


Lepiej grać mniej, ale w PlusLidze czy dużo i regularnie w I lidze?

To kwestia perspektywy, ambicji i wieku. Ja nie chciałbym wracać już do I ligi. Za długo w niej grałem, znam tam każdy kąt. Cieszę się, że po wielu latach dostałem propozycję z PlusLigi i mogłem posmakować sportowego awansu. Ten przeskok był dla mnie wyzwaniem. Chciałem grać regularnie, ale nie byłem szóstkowym zawodnikiem. Nie przejąłem się jednak i dalej ciężko pracowałem. Teraz zaś mogę z całą stanowczością stwierdzić: wolę grać mniej, ale w PlusLidze. Możliwość sprawdzenia się w meczach przeciwko najlepszym siatkarzom w Polsce, ta niesamowita atmosfera w halach, gorący doping z trybun – sprawia mi to naprawdę wiele radości.

Długo zajęło Ci odnalezienie się w Warszawie? Wcześniej mieszkałeś i grałeś w małych miastach.

W Warszawie odnalazłem się naprawdę szybko. Przez ostatni rok bardzo związałem się z tym miastem. Wcześniej w ogóle mnie nie przyciągało, ale nie miałem zbyt wielu okazji, żeby w nim przebywać. Nie mam tu rodziny ani żadnych innych spraw niezwiązanych z siatkówką. Przyznam, że Warszawa nie wydawała mi się ani ciekawym, ani pięknym miejscem. Po pierwszych miesiącach zmieniłem jednak zdanie. Poczułem klimat stolicy, zwyczajnie spodobało mi się. Powiem więcej: chciałbym tutaj układać sobie życie.
Przed podpisaniem umowy z Politechniką grałem w Camperze Wyszków. Dobrze się tam czułem, ale Warszawa to zupełnie inny świat. Znam ludzi, którzy wolą małe, spokojnie miasteczka i nie zamieniliby ich na żadne metropolie, ale… mnie urzekła Warszawa. Pochodzę z wioseczki nad morzem, w której panuje wyjątkowy klimat. To idealne miejsce na wakacje, wszystkim polecam urlop tam, jednak do życia i pracy wybieram stolicę.

Jaki cel stawiasz przed sobą i zespołem przed sezonem 2016/2017?

Ciężko trenować i grać jak najwięcej. Chciałbym, żeby moja drużyna wygrywała; żebyśmy wszyscy byli z siebie zadowoleni. Chciałbym, żeby klub się rozwijał; żeby wszystko było po naszej myśli. Właśnie do tego wraz z kolegami będziemy dążyć. Na obecną chwilę nie wiem, jaki cel postawi przed nami zarząd, ale przypuszczam, że zbliżony do tego sprzed sezonu 2015/2016. Pani prezes powiedziała nam wówczas, że każdy z nas ma się rozwijać, a na boisku walczyć do upadłego. Usłyszeliśmy, że wszyscy mamy pokazywać emocje na parkiecie – tak, aby kibice chcieli nas oglądać.

O ten rozwój dba nie tylko trener Jakub Bednaruk, ale i Paweł Zagumny. Gra obok tak doświadczonego rozgrywającego to chyba marzenie każdego siatkarza?

Tak! Przed podpisaniem kontraktu z Politechniką obawiałem się kontaktu z takimi zawodnikami jak Guma czy Samik (Paweł Zagumny i Guillaume Samica – przyp. aut.). Nigdy wcześniej nie miałem z nimi styczności i nie wiedziałem, jak się zachowywać. Szybko okazało się jednak, że to supergoście. Jeżeli ktoś chce czerpać od nich wiedzę, może ją chłonąć jak gąbka. Zawsze podpowiedzą i pomogą, a robią to w takim stylu, że aż chce się ich słuchać. Dlatego bardzo się cieszę, że jestem z nimi w jednej drużynie. Myślę, że każdy siatkarz chciałby chociaż jeden sezon grać obok Gumy. To czysta przyjemność.

Klasyczny, szybki, telewizyjny zjazd do boksu! Daliśmy rade! 3:0 🙂 #volleyball #plusliga #siatkówka #polishboys #bang #warszawa #gdańsk

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Jakub Kowalczyk (@kubakropek)


Odejdźmy od siatkówki. Jak spędzasz wakacje?

Aktywnie. Leniuchowanie nie jest dla mnie. Uwielbiam wysiłek, dlatego z przyjemnością chodzę na siłownię. Po ostatnim meczu ligowym razem z kilkoma chłopakami z drużyny śmialiśmy się, że możemy teraz otworzyć sekcję kulturystyczną. Wakacje to bowiem taki czas, w którym możemy wykonać pracę niedopuszczalną w trakcie sezonu. Kiedy trwa liga, musimy być smukli, zwinni i szybcy, a nie wielcy i ociężali. Kiedy zaś mamy długie urlopy, pozwalamy sobie na zajęcia w siłowni. W tym roku ćwiczyliśmy także w plenerze, podciągaliśmy się na rurkach itp. Sporo czasu spędziliśmy również na boiskach do siatkówki plażowej. Wszyscy bardzo lubimy ten sport. Nie będziemy przecież siedzieć na kanapie i oglądać seriali.
Ostatni dni przed rozpoczęciem przygotowań do nowego sezonu z przyjemnością spędzam w mojej nadmorskiej wiosce. Jeśli ktoś z kibiców będzie przejeżdżał przez gminę Smołdzino, zapraszam na kawę (uśmiech).

W Warszawie dopadła Cię moda na dzielenie się wydarzeniami z życia na Instagramie.

To nie moda. Po prostu w Warszawie dzieje się dużo więcej niż w jakimkolwiek innym miejscu w Polsce. A może to ja rozwinąłem swoje umiejętności fotograficzne, robię lepsze zdjęcia i dlatego zamieszczam ich więcej? Tak to sobie tłumaczę (śmiech). Mówiąc zupełnie poważnie, od kiedy jestem w Warszawie, mam zdecydowanie więcej lajków na Instagramie. A lepiej się robi zdjęcia, kiedy ma się świadomość, że ktoś je widzi, komentuje i docenia. Kiedy zaś nikt tych fotek nie ogląda, nie ma sensu ich robić.

Macie w drużynie wyścig na lajki?

Najlepiej na Instagramie radzą sobie Bicek i Halabka (Michał Filip i Paweł Halaba – przyp. aut.). Mają swoich wiernych obserwatorów i pełno fanek. Najlepiej wpisują hasztagi, tu tkwi tajemnica ich sukcesu. Nie ścigam się z nimi, ale jak patrzę na liczbę serduszek pod ich zdjęciami, mam instagramowe kompleksy (śmiech).

Życzę więc nie tylko udanego sezonu, ale i dużej liczby serduszek pod zdjęciami na Instagramie. Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

 

Rozmawiał Adrian Komorowski.

Fot. Tomasz Adamaszek i Łukasz Leksowski, www.azspw.com

Leave a Reply